Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avengers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avengers. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 listopada 2013

Wariacje na temat, czyli dlaczego Steaf

Podchwytując tok rozumowania Clinta i po rozpatrzeniu, zgodzeniu się z nim (z tokiem rozumowania), powstało to. To niżej! Nie to co właśnie przeczytałeś! Tak! To pod kreską.
Krótka forma. O balach. I o XXI wieku.

Bal. Wszyscy są szczęśliwi, zapraszają się nawzajem.
Bal. Mężczyźni przechwalają się, która kobieta czyni im zaszczyt i udaje się razem z nimi na bal.
Sif nienawidziła bali.
Już od kilku lat nie pojawiła się na żadnym. Bynajmniej nie ze swojej woli!
W Asgardzie panował zwyczaj, że na bale zapraszali mężczyźni. Oczywiście kobieta mogła przyjść sama. Ale wtedy zazwyczaj siedziała na ławce i nie tańczyła, a przecież bal właśnie na tańcu polega.
Dlaczego więc Sif bali nie lubiła?
Bo nikt jej nie zapraszał. A czyją było to winą? A jej szacownych przyjaciół, bogów od siedmiu boleści, marnych imitacji wojowników. A czymże oni sobie zawinili? Anuż traktowali ją jak równą sobie. I nikt nie pomyślał, żeby ją na bal zaprosić. Już od kilku lat.

Dlaczego Steve nie zawsze czuł się dobrze, żyjąc w XXI wieku?
Bo w XXI wieku ludzie zapomnieli o dżentelmeństwie czy dobrym zachowaniu. Bo w XXI wieku ludzie nie byli już tak romantyczni. Dlatego Steve wolałby wrócić do swojego "poprzedniego życia". Bo chciał traktować kobietę nie tak jak w XXI wieku. Chciał być dla niej dżentelmenem! Chciał poświęcić dla niej życie! Gdyby postąpił tak z kobietą w XXI wieku, ta zapytałaby go, czy się z choinki urwał. Chciał przepuszczać kobietę w drzwiach. Zabiegać o nią. A kobiety w XXI wieku same rzucały mu się w ramiona. Chciał traktować kobietę jak kobietę, jako najpiękniejszą istotę na świecie. Chciał chwalić jej urodę! Chciał całować ją w rękę! Chciał zapraszać ją na bale...

środa, 20 listopada 2013

Sylwester pod znakiem jemioły (Avengers)

– Sylwester! – rozległo się po całym Asgardzie. Tak wołał potężny i wszechmocny Thor... Przynajmniej w teorii. Słuchać było go nawet w Walhalli. Tak więc tę radosną nowinę usłyszały zarówno Sif, jak i Figga. Obojętny nie pozostał też Odyn. Heimdall począł poszukiwać źródła hałasu, Hogun zatkał uszy, ponieważ stał bardzo blisko Thora. Dźwięk dotarł też głęboko pod ziemię, tam, gdzie w szklanej klatce przebywał Loki. Ten ostatni zmiął w ustach przekleństwo, mając nadzieję, że nie dotrze do niego Thor, który cieszył się jak dziecko,które dostało nową zabawkę. Czyli tak jak to miał w zwyczaju się zachowywać, gdy odkrył coś, co mogło wku... ucieszyć innych mieszkańców Asgardu. Niestety... Ostatnimi czasy... Prawdę mówiąc odkąd ostatni raz widział Clinta, miał pecha. Bóg piorunów znalazł się w lochu już cztery minuty po wybrzmieniu ostatniej głoski wyrazu "sylwester".
– Tadada-da! – podśpiewywał. – Loki! Bracie Mój! – wykrzyknął przepełniony entuzjazmem, gdy tylko przekroczył próg.
– Jej – powiedział Loki w udawanej ekscytacji z grobową miną.
– Ten papier informuje nas, że zostaliśmy zaproszeni na sylwestra! – powiedział, niezrażony brakiem entuzjazmu u Lokiego, Thor. – Wyruszamy do Midgardu!
– My? – zapytał przestraszony Loki. W tym momencie naprawdę bardzo podobała mu się jego przytulna, przeszklona klatka.