No więc,
to jest opowiadanie niezwiązane z "Tajemniczym Kotem", ale oczywiście "... Kota" zamierzam jeszcze kontynuować. To opowiadanie natomiast nie będzie miało kontynuacji.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
O, i nie jest aż takie długie jak poprzednia notka.
Wiedziałam, że to tak się skończy. Wiele razy ją ostrzegałam, żeby tamtędy nie chodziła. Ale ona nie słuchała. Uwielbiała imprezy, a szczególnie kręciło ją poznawanie nowych chłopaków. Wychodziła wieczorem, niekiedy wracając nawet o piątej nad ranem. Rodzice się nią w ogóle nie interesowali, mogła więc robić, co tylko chciała. Ojciec jeździł tirami, a matka nie pracowała. Znikała gdzieś całymi dniami, zostawiając córkę w domu. Dziewczyna była już prawie dorosła i wiadomo, że takich się nie niańczy, ale ważne jest posiadanie kogoś, komu można powierzyć swoje problemy. Mia nikomu się nie zwierzała, nawet mnie, chociaż byłam najpewniej najbliższą jej osobą. Kiedy miała problemy i nie potrafiła sobie z nimi poradzić, po prostu wychodziła się upić i nie wracała na noc. Żal mi jej było. Wielokrotnie mówiłam jej, żeby przestała, bo zniszczy sobie życie, ale ona nie słuchała. Mówiłam jak do ściany. Wiedziałam, że kiedyś może nie wrócić do domu w ogóle. Teraz stałam i patrzyłam, jak wkładają do grobu jej trumnę. Widok był straszny, ale jakoś nie chciało mi się płakać. To nie w mojej naturze. Widziałam za to innych ludzi, którzy ją znali, i którzy nie szczędzili łez. Matki i ojca na pogrzebie nie było.