Pokazywanie postów oznaczonych etykietą część 2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą część 2. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 stycznia 2014

Idealna Przykrywka? - Część II

Witajcie, Moje Barany!




Haha, takie powitanie stąd, że ostatnio nie miałam co robić wieczorem, więc sobie pooglądałam trochę kanały muzyczne i natrafiłam na pewną piosenkę.


Dedykacja dla Nemesis i jej brata.


Haha, wygrałaś, N. Jest prawie 8 stron, czyli krócej niż powiedziałam, że zrobię, ale za to przeżyjecie chwile napięcia i oczekiwania.


I mam nadzieję, że nie sknociłam sprawy ;).

Miał w ogóle ktoś podobną sytuację? Chciałam sobie ściągnąć piosenkę {Hurts – „Mercy”, jeśli ktoś zainteresowany}, ale nie było na mp3juices tej wersji, której szukałam {ta stronka jest dobra do ściągania muzy} i po prostu szukałam innej strony, z której mogłabym ją sobie pobrać. Na jednej wyskoczyło mi, że mam wirusa. Nie miałam ochrony, bo avasta się pozbyłam {to dziadostwo ściągało mi kasę, w sensie, że wysyłało powiadomienia o nowych wersjach antywirusa na smartfona, za które się płaci, bo to jakby prenumerata – teraz na szczęście SMS PREMIUM mam wyłączone}. Na drugiej wyskoczyła mi data prawdopodobnego wcześniejszego ataku wirusa {miałam już telefon zainfekowany wirusem, dlatego uzbroiłam się w avast}, nazwa telefonu {nigdy się nie głowiłam, jaki to dokładnie model, ale teraz wiem dokładnie – Sony Ericsson XPERIA Arc S} i coś jeszcze, nie pamiętam, co. Co dziwne, od razu nie zainstalowałam wirusa {taa… człowiek nie myśli}, tylko spróbowałam szukać tej piosenki na jakiejś polskiej stronie. Tam wyskoczyło mi, że mam trojana. I wtedy miałam problem chwilę z klawiaturą. W sensie, że nie mogłam pisać. Jak to przeszło, szybko wzięłam się za instalowanie antywirusa. Zainstalowałam nawet trzy. Na początku jeden wykrył coś podejrzanego, ten ostatni nic. Teraz smartfon działa bez zarzutu i jak próbowałam wejść w tamte wcześniejsze strony, na których te dziwne rzeczy mi wyskakiwały, już z antywirusem nic mi się nie pojawiło. Trochę dziwna sytuacja.


Rany, ale się nagadałam na wstępie.







Wiedziałem, że powinienem udać się do bazy, żeby wywnioskować, czego domyśla się Kowalski. Dla Szeregowego i dowódcy oddziału to, co gadał sam do siebie strateg było jedynie bełkotem dlatego, że nie byli mną, no i nic nie podejrzewali. Aż dziwne, że przez cały ten czas, który z nimi spędzałem nic nie wykryli, zważywszy na to, że to komandosi. Już kamień by coś zauważył. Nikt naprawdę nie zwrócił uwagi na to, że wymykałem się co jakiś odstęp czasu w nocy czy czasami w dzień? Nie wiedzieli, dokąd idę i co tam robię. I ani razu nie korciło ich, żeby to sprawdzić? Wiedziałem, że nie powinienem dłużej tkwić na dworze także dlatego, że to wydawałoby się dość dziwne  - dla Kowalskiego, bo dla reszty to chyba wszystkie anomalie były normalne. Jedyne, co mogłem zrobić, aby tu pozostać, to coś wysadzić albo zabawić się w podkradanie ludziom jedzenia. Lecz jakoś nie mogłem ruszyć się z miejsca – nawet, żeby wykonać jakieś typowe zajęcie Rico. Patrzyłem się prosto przed siebie, rozmyślając o czekających mnie konsekwencjach. Nagle gdzieś z lewej strony zaczęły dochodzić jakieś jęki. Świetnie. Julian znowu wariował. Ciekawe, co wymyślił tym razem. Ma dobrze – pomyślałem.  – Może i jest totalnym idiotą, ale przynajmniej wiedzie normalne życie i nie musi nikogo udawać ani się czymkolwiek przejmować. On chyba nie jest zresztą zdolny do przejmowania sięWiadomo, że głupsi są zazwyczaj szczęśliwsi. Jakby na potwierdzenie usłyszałem dudnienie głośnej muzyki. Ale dyskoteka w biały dzień? Lemur zazwyczaj organizował je nocą.

- Co się dzieje?! – z bazy wyłonił się Kowalski. – Skupić się nie można! Jak mam dojść do tego, czy on naprawdę…?!

Komandos posłał mi zdziwione spojrzenie, po czym zaczął poszukiwać wzrokiem źródła dźwięku. Po chwili na zewnątrz pojawili się Skipper i Szeregowy. Skipper wyglądał na tak samo wzburzonego jak Kowalski, Szeregowy zaś na wyczerpanego szybką podróżą na świeże powietrze.

- Wyłączyć to dziadostwo, panowie! – zakomenderował Skipper. – I to migiem! Chyba nie pozwolicie, by jakiś pustogłowy dureń, ćwok, półgłówek i wszystko, co popadnie, sterował waszym życiem, żołnierze?!

Kowalski jako jedyny rzucił się do wykonywania polecenia szefa oddziału. Szkoda tylko, że głośna muzyka nie przeszkadzała Szeregowemu. Gdybym z nim nie utknął, mógłbym udać się do laboratorium i zobaczyć, czy Kowalski ma tam jakieś papiery, nagrania lub inne dotyczące mnie materiały. Musiał coś mieć, biorąc pod uwagę jego zachowanie.

- Wszystko w porządku, Rico? – zwrócił się do mnie mój towarzysz, kiedy muzyka ucichła.

- Noo…!

- No tak, z tobą to zawsze  jest wszystko w porządku. Jedynym pingwinem, który zdaje się mieć coś przeważnie na głowie, jestem ja – no i nieraz Kowalski, ale to wynalazki.

Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo się mylił. Ja miałem non stop coś na głowie, ale taka już robota szpiega. Lecz przecież nie mogłem mu o tym powiedzieć.

- Idę coś przekąsić – podjął Szeregowy. – Ty też?

- Ryyba! – krzyknąłem.

- No tak, nie powinienem się nawet pytać. Jeśli chodzi o jedzenie, ty jesteś mistrzem w jego pochłanianiu.

Jako pierwszy dopadłem lodówki, śmiejąc się jak głupi do sera. Wywaliłem całą jej zawartość na podłogę i patrzyłem z zadowoleniem na swoje zdobycze. Tak to przynajmniej miały widzieć oczy Szeregowego, który nie miał bladego pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w mojej głowie. Dziwnie to wyglądało, bo nie tylko ja udawałem. Widziałem, że młody również ukrywa swój prawdziwy stan emocjonalny. Może jego problem nie był aż tak poważny jak mój, ale dla niego był ogromny nawet z samego powodu, że go miał i prawdopodobnie nie spotkało go jeszcze w życiu nic gorszego. To, w jakim stopniu jest coś dla nas błahą lub poważną sprawą w gruncie rzeczy zależy od tego, co przeszliśmy.

- Rico, nie zapomniałeś o czymś czasem?

Spojrzałem ze zdziwieniem na towarzysza.

- Ee…

- Nie zawsze wszystko należy się tobie. Poza tym, to ja wpadłem na pomysł, żeby coś przekąsić.

No ty – ty zachowujący się nie jak ty – pomyślałem. Chyba za bardzo starał się ukryć, jak się czuje, skoro zaczynał gadać w ten sposób. Zrobiłem skwaszoną minę, po czym przesunąłem jedną z puszek z makrelami w stronę kompana.

- Idę na telewizor – powiadomił Szeregowy, podnosząc puszkę. – Reszta jest twoja. Najwyżej będziemy musieli uzupełnić zapasy. Zresztą, na to czekam. Mam ochotę na popcorn, a dawno go nie jadłem.

Ledwo Szeregowy wymówił słowo „jadłem”, w bazie zjawił się Skipper. Towarzyszył mu Kowalski, który jak idiota znowu trzymał liczydło. Chwalił się naokoło, że potrafi liczyć czy co? Gdyby umiał dobrze czytać, to jeszcze bym zrozumiał. Gdybym nie musiał nosić na sobie tej maski Rico, powiedziałbym mu, co sądzę na temat jego zachowania. Naukowiec, pff! Znałem takich, na których widok wyprułby sobie flaki. Chociaż trzeba mu było przyznać, że miał dryg do projektowania czasami niezłych wynalazków – gdyby wszystkie po jakimś czasie nie zagrażały życiu. Pingwin się musiał jeszcze sporo nauczyć – i oduczyć głupoty. Nikt mądry, po pierwsze, nie tworzy przedmiotów, które mogą go zabić – nawet, jeśli chodzi o maszyny siejące spustoszenie i mające zgniatać innych na kwaśne jabłko – innych, nie jego i jego przyjaciół. I znowu zaczęło dudnić.

- Tego czegoś nie da się powstrzymać – stwierdził dowódca.

Nic dziwnego. Chyba nikomu nie udałoby się powstrzymać Juliana od urządzania imprezy tak po normalnemu. Należało zastosować inne środki.

- Co tu się wyrabia? – szef spojrzał w moim kierunku. – Rico, zbierajcie to i idziemy.

Czyli Skipper sądził, że moje wybuchy rozwiążą sprawę. Tak, właśnie o tym myślałem. Wprawdzie nie rozwiążą tak do końca, ale przynajmniej zniknie hałas.

- Ka…?

- Nie – przerwał mi Skipper ostrym tonem. – Dziś niczego nie wysadzamy. Mamy wolne, owszem, ale bez takich akcji.

Wolne? Czyli to dlatego rano nie było misji? Ale dlaczego tak po prostu szef oddziału ją sobie odwołał? I dlaczego ja o tym nie wiedziałem?!

- Skoro Ogoniasty nie daje nam spokoju, pozostaje nam odpoczywać gdzie indziej – kontynuował Skipper. – Jeżelibyśmy nawet trwale mu wyłączyli to radyjko i tu zostali, na pewno przyleciałby do nas i by miałczał, że mu ciszę zrobiliśmy. Przyda nam się prawdziwy odpoczynek z okazji dnia wolnego, ale… najpierw musimy się trochę pomęczyć. Szeregowy jest coś nie w sosie, dlatego zabieramy go na „Raj Słodkorożców”.

Słodkorożce? Nie! Nie! Nie! Co do nich, miałem identyczne zdanie jak Rico. Tego się nie dało oglądać! Wszystko było takie słodkie, że aż mdliło. Kiedyś, gdy zobaczyłem urywek, myślałem, że zacznę wymiotować. Na samo wspomnienie nazwy nawet robiło mi się niedobrze. Najgorzej, że filmy i seriale dotyczące tego czegoś mnożyły się niczym pchły – i nawet były od nich gorsze! Pokręciłem głową i zabrałem się za jedzenie, sygnalizując, że nigdzie się nie wybieram.

- W porządku, nie zmuszamy – powiedział dowódca drużyny. – Jeśli tylko chcecie znosić ten hałas.

Muzyka puszczana przez Juliana aż tak bardzo mi nie przeszkadzała, a poza tym nie zamierzałem tu tkwić dłużej niż to potrzebne. Musiałem sprawdzić, co wie o mnie Kowalski, jakie wynalazki ostatnio wynalazł (wiele razy się zdarzało, że nam o niektórych nie opowiadał) i donieść o nich Bulgotowi. Zastanawiałem się, co on w tych komandosach widział. Dlaczego przyczepił się akurat do nich? Czy nadepnęli mu kiedyś na odcisk, jeszcze przed tym, jak do nich dołączyłem? Wiedziałem, że nie chce ich zabić. Inaczej zrobiłby to dawno temu. Ale po co mu znać wynalazki Kowalskiego? Jego spece przewyższali go w tej kwestii. A może zaplanował to wszystko tak, żeby oddział dowiedział się w końcu, kim jestem i uderzyć ich w ten sposób emocjonalnie? Ale dlaczego?