Tak, wiem - kolejna notka wyszła bardzo szybko, po bardzo krótkim czasie, ale po prostu musiałam ją napisać i opublikować, heh.
Niedługo buda i wtedy pewnie nie będę pisać tak często.
Już mam książki *a kto ich jeszcze nie ma?*.
Dobrze, że z chemii jest fajniejsza niż była.
Z fizy też jest fajna :).
Na od angla trzeba czekać, bo przydzielenie do grup będzie.
Uhh...
Z matmy jak zwykle katastrofa ^strofakata, jak ja mówię^.
A ja tu o szkole...
Pewnie Wam teraz doła robię, co?
LINA
6 lat wcześniej
Siedziałam w swoim pokoju, rozwiązując zadania z matematyki. Nie były one trudne. Matematykę miałam we krwi i prawie wszystko przychodziło mi z łatwością. Rzecz jasna, wolałabym pooglądać telewizję, ale gdybym dostała pałę z pracy domowej, mogłabym skończyć w laboratorium. Ojciec mnie straszył, że jeśli nie będę się uczyć, skończę tak samo jak moja siostra, Cosima. Zabierali ją pod byle pretekstem, nawet jeśli nie chodziło o naganne zachowanie. Dziewczyna miała od zawsze pecha. Nie była ani ładna ani mądra - była niska, nosiła grube okulary i przypominała szczura. Próbowałam jej pomóc. Wielokrotnie starałam się przekonać ojca do zaprzestania okrutnych eksperymentów, jednak on upierał się, że to, co robi jest ważne. Wtedy zazwyczaj dostawałam pasem. Co dziwne, nigdy mi nie zdradził, o co w jego eksperymentach chodzi.