Malutkie, krystalicznie czyste krople deszczu błyskawiczne zsuwały się ze śliskiej, chłodnej szyby. Niemiłosiernie chłostały one delikatną, lekko zamgloną powierzchnię cienkiego szkła, sprawiając przy tym wrażenie, że rozsypią je w drobny mak.
Raz po raz kolejny złowieszczy błysk rozświetlał ostrym, białym światłem tonące w mroku niewielkie pomieszczenie. Ciemność, z wyjątkiem imponujących siłą piorunów, mąciła jednak jeszcze słaba, ciepła poświata, rozciągająca się pod niegrzeszącym wielkością, dębowym stołem, stojącym tuż obok obdrapanej z farby ściany. Ciemny, poszarpany i poplamiony obrus przenikało lekkie światło żarzącej się gromnicy. Płynny, gorący wosk sennie spływał po jej rozgrzanych ściankach, skapując na przybrudzony i zakurzony ciemnozielony, matowy materiał, z którego została uszyta skromna sukienka, należąca do kryjącej się pod meblem dziewczynki.